sobota, 15 listopada 2014

2.It badly will end

Otwieram oczy i widzę coś czarnego.Co chwila pada na to światło...to jest sufit. Siadam powoli i...odgarniam koc? Skąd on się tu wziął, w ogóle gdzie ja jestem? Boli mnie wciąż głowa. Opieram głowę o zagłówek...i nagle dociera do mnie że jestem w aucie. Czuję jak przyspiesza mi serce . Patrzę przed siebie na fotel  kierowcy .Przełykam gule w gardle i nie wiem co robić.
Siedzę w obcym aucie  ...z gołym tyłkiem!! Szybko naciągam sukienkę za kolana ale jest ona strasznie kusa , specjalnie na życzenie Stacey...Właśnie, Stacey! Zapomniałam o niej . Muszę do niej zadzwonić.Szukam mojej małej torebeczki na siedzeniu ale jej tu nie ma . Patrzę na koc obok mnie . Chwytam go łapczywie i się nim przykrywam, nam ochotę się za nim schować licząc że jak go opuszczę z  powrotem to okaże się że
 wszystko to tylko zły sen i wcale nie jadę gdzieś z jakimś mężczyzną, jak sądzę.
Boże, moje kolana wyglądają okropnie , pełno na nich małych ranek . Krzywię się i nakrywam kocem. Zimno mi .Mam nadzieję że wszystko się wyjaśni i dobr...
Auto niespodziewanie się zatrzymuje .
Zapada cisza . Słyszę Jego oddech .Biorę głębszy oddech i czuję męskie perfumy, spoglądam na koc. Zanurzam w nim twarz. Jak ładnie pachnie.
Czuję ciarki na plecach, podnoszę wzrok i zastygam w miejscu .
Wpatruje się we mnie para ciemnoniebieskich oczu . Roztapiam się.
- Widzę , że już lepiej się czujesz. - uśmiecha się do mnie ukazując swoje nieskazitelnie zęby . Dzięki Bogu , że siedzę bo nogi mam jak z waty. Nie wiem co powiedzieć ani jak się zachować,nigdy nie byłam tak " blisko " mężczyzny . Nigdy nie miałam z nimi do czynienia i teraz żałuję ale z drugiej strony nie każdy jest taki sam.
- Powiesz mi co się stało? -z jego twarzy znika uśmiech a pojawia się troska  , marszczy czoło i wygląda jak małe dziecko kiedy jest na  czymś skupione - Czy ktoś cię skrzywdził? - patrzy na mnie i ewidentnie czeka na odpowiedź.
- Nie- szepcę ,nie wiadomo czemu.
- To dobrze bo jak ciebie znalazłem to...
Ogarnia mnie panika.
- Ja wiem - ucinam i chwytam lewą ręką drzwi i próbuje je otworzyć . Są zablokowane. - Tylko wypuść mnie, błagam! -szarpię się z tymi cholernymi drzwiami - Ja dziękuję, naprawdę....ale...proszę....
- Hej , spokojnie...prz...
- naprawdę , wypuść mnie !
 - Nie zrobię tobie krzywdy...
Odpuściłam sobie te pierdolone drzwi i przerażona patrzę na niego .
- Czemu nie zawiozłeś mnie do szpitala? - spytałam z wyrzutem . Patrzę przez szybę ale wciąż nie wiem gdzie jestem .Słyszę jak wzdycha.Atmosfera w aucie robi się napięta. Nieznajomy odwraca się na fotelu i patrzy przed siebie. No tak , najlepiej odwrócić wzrok.
- Byliśmy w szpitalu - ledwo słyszę jego głos - lekarz cię zbadał ...stwierdził że wszystko w porządku...
- I co, nie zainteresował się skąd mój stan ?
- Powiedziałem że, jesteś moją przyjaciółką i byliśmy na imprezie i nagle się źle poczułaś, aktualnie spałaś więc nie mógł cię zadręczać niewygodnymi pytaniami...dwie godziny spędziliśmy w szpitalu...pobrał krew...i wykluczył narkotyki , i tabletkę gwałtu - słuchałam go jak zahipnotyzowana,jego cichy głos wypełniał samochód - stwierdził że twój organizm nie najlepiej radzi sobie z alkoholem...
- Ale ja wypiłam tylko dwa drinki -wyrywa mi się
- Nigdy ci się wcześniej to nie zdarzyło? -pyta .
Zapada cisza . Czuję jak płoną mi policzki . Muszę się przyznać że, nigdy nie miałam wcześniej alkoholu w ustach ...a mam 23 lata.
- Nie musisz mówić jak nie chcesz ...jeśli Ci to nie przeszkadza to mogę cię przenocować a jutro rano odwiozę cię gdzie będziesz chciała. -czeka na moją reakcję a ja się waham czy nie poprosić by mnie teraz zawiózł.Lecz co by zrobiła Stacey gdyby mnie teraz zobaczyła w takim stanie? Myślę że,łatwiej będzie wcisnąć jej jakąś bajeczkę rano niż teraz...o ile wróciła do domu z imprezy.
-Dzięki - mówię tylko . Chłopak wysiada z auta i...otwiera mi drzwi, po czym podaje mi rękę. Czuję chłodne ,nocne powietrze na mojej skórze. Chwytam czym prędzej jego dłoń i już po chwili stoję na chodniku przed jakimś domem.Za dużo nie widzę bo jest ciemno. Idę za Moim Wybawcą do wejścia jak sądzę. Minutę później znajduję się w holu i oczom nie wierzę. Stoję w przestronnym holu, naprzeciwko mnie są schody które prowadzą na górę a po bokach znajdują się dwa łukowate przejścia, które prowadzą Bóg wie gdzie .
-Na górze jest wolny pokój z łazienką, drugie drzwi po lewej - rzuca po czym idzie do prawego  wejścia i znika. A ja zostaję sama , owinięta w jego koc i nie wiem jak się zachować...po chwili zastanowienia wleczę się do góry po tych pięknych schodach .Na górze  są 4 pary drzwi. Chwila! Które on mi wskazał?
Kieruję się do tych naprzeciw mnie . Jest tam ogromne lóżko, szafa i jak podejrzewam drzwi do łazienki . To chyba moje lokum . Gramolę się do środka i zamykam drzwi.Mój wzrok pada na klucz w drzwiach . Przekręcam go . W końcu jestem u obcego mężczyzny. Nawet nie znam jego imienia.
Boże, w co ja się znowu wpakowałam!
Rzucam się na lóżko.
Słyszę kroki.Pewnie on też ma tu gdzieś sypialnie.
Kroki są coraz bliżej.
Nagle słyszę szarpanie za klamkę, przekręcam się i patrzę na moje drzwi . O mój Boże!!! On szarpie moje drzwi . Czego on chce?! Jezu , pewnie przyszedł po swoją zapłatę!! Muszę uciekać. Zrywam się z łóżka i podbiega do okna , obciągając kieckę po drodze.Otwieram je . Uderza mnie chłodne powietrze i cisza na zewnątrz. Spoglądam w dół,wysoko jak cholera ! Wiem, może zarygluję się w łazience a zostawie okno otwarte i pomyśli że zwiałam i kiedy on wyjdzie ja...dopiero wtedy zwieję. Brzmi to sensownie?
- Przepraszam , czy to Ty zamknęłaś drzwi? -słyszę jego głos za drzwiami.
Zasycha mi w gardle. Chyba jest trochę wkurzony ,że nie może tu wejść i się do mnie dobrać.
Milcze.
Nie zamierzam z  nim gadać.
Stoję jak słup soli i patrzę na drzwi .
Zmawiam modlitwę aby wytrzymały.
Kurde , ten chłopak wyglądał na miłego a teraz chce tu wejść i Bóg jeden wie co chce ze mną zrobić! A tak się o mnie troszczył!!
Dupek!
Szarpanie drzwi ustaje. Słyszę tylko bicie własnego serca, które zaraz mi z piersi wyskoczy .
Cofam się do szafy i opieram się o nią, mając drzwi na oku.Zamykam na sekundę oczy aby uspokoić oddech.
BUM
Otwieram oczy i widzę tego nieznajomego
chłopaka w drzwiach a właściwie na drzwiach.O M o j  B o ż e !! Nie wierzę własnym oczom ! On je wywarzył.
Wygląda na wkurzonego.No to koniec ze mną! A trzeba było uciekać a nie stać jak dupa . Idzie w moim kierunku .Przywarłam jeszcze bardziej do szafy.
On stoi na przeciwko mnie , robi krok i tylko centymetr nas dzieli.
Słyszę jak,mu wali serce.
Patrzę w jego oczy i szukam w nich jego zamiarów.
Boję się, tak strasznie się boję.
Chłopak kładzie mi rękę na policzku .

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz